Czego od bankowości prywatnej oczekują 30-latkowie? Nowoczesności? Mobilnych aplikacji? Private bankingu z ekranu smartfona? Nie tylko. Bez względu na wiek, liczą się profesjonalizm, relacje, jakość oferty i osobisty kontakt – twierdzi Mateusz Juroszek, 28-letni prezes STS i wiceprezes giełdowego ATALU
Z 18. piętra Marriotta, gdzie mieści się warszawskie biuro notowanej na GPW spółki deweloperskiej ATAL, nie widać szału porannego szczytu w centrum miasta. Zamglona Warszawa wygląda, jakby jeszcze się nie obudziła. W przeciwieństwie do Mateusza Juroszka, wiceprezesa ATALU i prezesa firmy bukmacherskiej STS. To on od razu zaczyna dyktować tempo rozmowy, jest pewny siebie. Jak większość 28-latków.
Większość jego rówieśników nie jest jednak klientami bankowości prywatnej, nie ma też doświadczenia biznesowego, którym można obdzielić kilku menedżerów w średnim wieku. I nie jest tu istotne, że Mateusz jest synem Zbigniewa Juroszka, zajmującego 26. miejsce na liście najbogatszych „Forbesa” 2015.
– Tata bywa czasem do przesady oszczędny, ale zawdzięczam mu wszystko. To on nauczył mnie biznesu. Od najmłodszych lat przygotowywał do zarządzania firmą. Już w liceum pracowałem podczas wakacji w ATALU. Jako magazynier, później – ponieważ jestem pasjonatem nowych technologii – pomagałem przy tworzeniu stron internetowych firmy – mówi Mateusz Juroszek.
Pierwsze kroki w roli inwestora na rynku kapitałowym Mateusz zrobił już na pierwszym roku studiów w warszawskiej Akademii Leona Koźmińskiego. Ze zmiennym szczęściem.
– Poznałem rynek i praktykę, która często niewiele miała wspólnego z teorią – mówi. Wielkich pieniędzy nie zarobił. Podczas studenckich wakacji pracował więc za granicą jako kelner, co – jak dziś twierdzi – nauczyło go pokory i szacunku dla pieniędzy. Biznesowa kariera młodego Juroszka zaczęła się na trzecim roku studiów, w 2008 r. Żył wtedy myślą, że po zakończeniu nauki podejmie pracę w którejś z warszawskich korporacji.
Ojciec, który był również właścicielem bukmacherskiej firmy STS, w 2008 roku sprzedał większościowy pakiet brytyjskiemu StanleyBet. Zostawił sobie 33 proc. udziałów. Anglicy nie czuli jednak polskiego rynku i bardzo szybko zaczęli brnąć w straty. Zbigniew Juroszek, który w tym czasie musiał stawić czoła kryzysowi na rynku nieruchomości, wprowadził w 2009 roku do zarządu STS 21-letniego syna.
– To był bardzo trudny moment, czas restrukturyzacji. Tymczasem wciąż studiowałem i dwa razy w tygodniu rano musiałem jeździć do Katowic, do siedziby firmy. Pracę magisterską pisałem w pociągu – wspomina Mateusz Juroszek. Ale opłaciło się – poznał tajniki działania międzynarodowej korporacji i zdobył bezcenne kontakty.
W 2011 roku do likwidacji trafiły spółki należące do StanleyBet, które były właścicielami udziałów w STS. Mateusz złożył wtedy do sądu czuwającego nad procesem upadłości ofertę odkupu dwóch trzecich udziałów w firmie. Ojciec dał mu na tę transakcję kilka milionów złotych. Wystarczyło. Młody Juroszek wraz z siostrą odzyskali zadłużony STS.
Dziś spółka bukmacherska nie ma długów, jest sponsorem Lecha Poznań i piłkarskiej reprezentacji Polski oraz posiada około 45 proc. rynku legalnych zakładów, a tym samym jest największą firmą bukmacherską w Polsce.
Zbigniew Juroszek w tym samym czasie mocno stawiał na rozwój ATALU, m.in. wszedł z inwestycjami w standardzie premium na warszawski rynek. Patrząc na sukcesy syna, mianował go wiceprezesem spółki, rodzinnego biznesu, odpowiedzialnym za inwestycje w stolicy. W ten sposób ustanowił go też swoim naturalnym następcą.